Przejście Morskie Oko-Pietraszonka 1984

 

02.11.1984.  –  04.11.1984.

Przejście odbyło się non-stop (bez spania), 

Trwało 56 godzin, do celu dotarli wszyscy (6 osób)

 

piątek 2 listopada

Godz. 6.04

Po zdjęciu nad brzegiem stawu, zamoczeniu dłoni i butów

S T A R T.

(Dzida)

Godz. 6.05 

Dokonujemy zdjęcie przy barierce koło Schroniska. Karol usiłuje dokonać pomiaru światła przy pomocy dupiatego światłomierza.

– Karol, zrób zdjęcie! Nie musisz być na wszystkich. (Dzida)

Godz. 6.10 

Idziemy dalej.

Wiewiór: – Ja po drodze jeszcze będę robił wielkie oczy. (Dzida)

Godz. 7.20

Stoimy za Wodogrzmotami Mickiewicza przy zejściu szlaku z asfaltu. Dzida zmienia spodnie. (Dzida)

Godz. 7.25 

Ruszamy. (Dzida)

Godz. 7.55

Polana pod Wołoszynem.

Dzida idzie przez Brzeziny, Murzasichle na Klin. Reszta przez Rusinową, Wierch Poroniec, Głodówkę. (Dzida)

Godz. 10.20

Grupa jest na Klinie i je gulasz barani i żeberka. (Dzida)

Godz. 10.45 

Przychodzi Dzida. (Dzida)

Godz. 10.55

Wszyscy się spotykają. (Dzida)

Godz. 11.35

Ruszamy do Gliczarowa.

Prowadzą Karol ze Zdzichem. Popieprzyli drogę, ale my się nie daliśmy zwieść. (Dzida)

Godz. 14.02 

Schodzimy do Szaflar. (Dzida)

Godz. 15.00 

Stajemy koło świerkowego zagajnika, porastającego wapienie Pienińskiego Pasa Skałkowego. (Dzida)

Godz. 15.23 

Mamy już 10l herbaty i zaczyna gotować się ryż. (Dzida)

Godz. 16.17 

Czekamy nadal na ryż.

Przepis na ekspresowe żarcie:

Zagotować dupny kocioł wody. Zasypać herbatę, posłodzić, wsypać ryż, posolić. Gotować do miękkości. Dodać przypraw do smaku. Szef kuchni życzy smacznego. (Dzida)

Godz. 16.27 

Ryż uznajemy za gotowy. 1200g konserw do środka i jemy. (Dzida)

 

sobota 3 listopada

Godz. 6.30

Krowiarki – Serwis pierwszy (i ostatni).

Czekamy od 16.30. Spodziewaliśmy się ekipy od 18.00. Jest godz. 6.30. Rozbici na 3 raty przychodzą. Krok mają dostojny. Zwłaszcza Zdzisek. Wiewiór zastanawia się, czy można tak odbić nogi, aby zgniły. On ma początki. Odbicia.

Pulpa. Coś się do jedzenia nie garną, choć nie jedli 14h. Marek stwierdza, iż „jest taka głodu granica, za którą się sytość spokojna zaczyna”.

Wiewiór miał halucynacje w nocy. „Zasypiam w marszu. Nagle budzę się na poboczu szosy i widzę furmankę.” (Tomek)

Licytacja – która część ciała doszła by najdalej i gdzie. „Głowa na śmietnik, wątroba dla kotów” – Wiewiór. Prawa noga Karola na Pilsko.

Dzida ma ochotę się zdrzemnąć. Chłopcy liczą na ten sen.

„Dobranoc. Wychodzimy, mówiliśmy, że pójdziemy” – to kartka wyimaginowana dla Darka.

Marzenia o wyproszczonym Dzidzie:

„On śpi, a my do autobusu i na Pietraszonkę, a tam mówimy: ino Dzida się wyprościł”.

Chłopcy mówią o zostaniu, o przerwaniu marszu.

„Wiewiór jest cudownym dzieckiem trzech pedałów” (hamulec, sprzęgło, gaz) – Karol.

„Śmigłowca tu nie macie?” – Zdzisek.

„Że też tego nie wyrównali” – mowa o Glinnem.

„Co nas jeszcze czeka wejście na… zejście… podejście na…”

„Tak mówiąc, co jest w przód, to wydaje się takie bliskie.”

„Dzida śpi po parę sekund jak dzikie zwierzę.”

„Wiewiór srał w wiacie.”

Dialog Zdziska z ogniem – „A ty poszła E, U, O, I już, szybko!” – z towarzyszeniem dzikiego machania rękami.

Karol liczy – „Wyjdziemy o 10 na 9.00”.

„Nie dojdziemy, choćbyśmy się… no…”

„Zesrali” – dodaje Zdzichowi Wiewiór.

Wiewiór – „Idę tylko na Markowe, bo…”

„Tam na ciebie czekają kometka i – tak tak, panie Wiewiór, z Moka tak, z Moka, no nic, trochę rękawki za długie, ale to nic.”

Panowie się poobalali.

Raketa idzie do klopa – „Jak nie wrócę za 1/2h, to pomocy, znaczy, że wpadłem i trzeba mnie wyciągnąć.”

Karol masuje nogi.

Dzida się budzi z drzemki.

„Ha, ha, Dzida, spałeś 24h, my zdążyliśmy obrócić tam i z powrotem.”

„A ja całą noc nie spałem” – dopowiada Tomek.

Karol usprawiedliwia się – „Ale wiecie co, przeszliśmy już dużo. Do Pilska dojdę.”

„Jeszcze do przejścia 24h.”

„Gdyby nie stopy, to można popylać te 7/h.”

„Faktem, że po zmęczeniu facet kładzie się do śpiwora wesoło i stygnie – gleba.”

„Tak, jak Dzida teraz.”

Raketa wraca z klopa, idąc ryczy – „2 1/2 kg lżejszy”.

Karol wstaje – „No, w porządku, ale lewa noga jakby nie moja.” Idzie w las. Chce być też lżejszy. Wolno mu to iście idzie.

Wiewiór – „Dzida, kiedy idziemy drugi raz? ja muszę to zrobić.”

„W lutym – na wiosnę.” ???

„To dobra lekcja anatomii.”

„O, a tu też mam jakiś mięsień” – Raketa.

Wiewiór planuje samochodem jutro, w niedzielę, przyjechać pod samą Chatkę. Na razie wybiera się na Markowe.

Karol wraca – „A ja i tak dojdę na tę Pietraszonkę, choćbym miał i 3 dni nie spać”.

„Nie na darmo mówią, jaki głupi – taki uparty.”

Marek wstał, pstryknął zdjęcie i zakłada buty. Też tylko na razie na Markowe.

„Ostatni autobus stąd był 31.IX., ten do Żywca. Jakiego? – wieprzowego.”

Raketa widząc Dzidę mówi – „To jest nie fair, ja też idę się obalić”.

Karol zniknął, poszedł po raz drugi zrobić „wielkie oczy”.

Gotujemy pulpę „bis”. Teraz dla serwisu.

Karol idzie, już nie może usiedzieć – mówił to stojąc, więc usiadł.

„Marku, co to za ścięgno pod kolanem, nie można go wyrwać i wyrzucić, bo boli. Nie mogę rozprostować nogi.”

Wszyscy się już zebrali, tylko Dzida śpi.

„Trzeba go obudzić – Pobudka!!!”

„Piiitaj” – śpi dalej.

„Ale oni już się rwą do marszu, a ty ich hamujesz.”

Zdzichu – „Ja też idę na Markowe, jak mi nie pęknie ścięgno, może dojdę.”

Zdzichu – „Ale z tandetnych materiałów wykonana jest ta noga.” (Gosia)

Godz. 9.45

Wychodzimy z Krowiarek. (……..)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *