Wycieczka Krajoznawcza w Rudawy i dolinę Bobru

Written by Super User.

Wyjechaliśmy w piątek 28 marca 2003 jak już się stało tradycją - samochodami. Wszystkich było nas 24 osoby, w tym 7 kursantów. Bez zbytniego wysiłku zmieściliśmy się w sześciu samochodach. Kierunek: Rudawy Janowickie http://przewodnik.onet.pl/1113,region.htm, http://www.sudety.info.pl/npl/charakterystyka/sudety.shtm. Nikt się niestety po drodze nie zgubił i późnym wieczorem (a niektórzy w nocy) znaleźliśmy się w schronisku młodzieżowym "Skalnik" w Bukowcu k/Kowar.

W sobotę wybraliśmy się pierunowo wcześnie jak na taki luzacki wyjazd. Pogoda jak w maju. Podjechaliśmy do wsi Karpniki i stąd wkroczyliśmy na szlak Sokolich Gór http://przewodnik.onet.pl/1113,1594,1064745,artykulr.html. Ten niewątpliwie malowniczy zakątek świata liczy sześć granitowych wzgórz, z których dwa (Krzyżna Góra i Sokolik) ze względu na swój perfekcyjny kształt zwane są Biustem Lollobrygidy. http://karkonosze.info.pl/galeria/sokoliki5.htm, http://karkonosze.info.pl/galeria/sokoliki_trzcinsko.htm.

Tak z ciekawości siadłem w domu nad mapą i sprawdziłem gdzie - zachowując kobiece proporcje - leżałby inny, równie atrakcyjny fragment owej Lollobrygidy. Nie uwierzycie jak Wam powiem, że wypada miej więcej na starym cmentarzu w Wojanowie. A gdyby leżała na odwrót, to jeszcze gorzej: ruiny janowickiego tartaku... Cóż, nikt nie jest doskonały. Zatrzymaliśmy się na moment przy schronisku "Szwajcarka" -to takie tyrolskie cudo z czasów pruskich (1823r) http://przewodnik.onet.pl/1113,1594,1064745,1064749,artykulr.html, http://karkonosze.info.pl/galeria/szwajcarka.htm.

Stamtąd na Krzyżną Górę http://karkonosze.info.pl/galeria/krzyzna.htm, która jest najwyższym szczytem w tej grupie górskiej (654m). Widoki zajebiste - cokolwiek to znaczy. Potem wspięliśmy się na drugiego cycka - Sokolik http://karkonosze.info.pl/galeria/sokoliki3.htm. Stąd dodatkowo widać w dole płynny Bóbr. Palce lizać! Przez Szwajcarkę zeszliśmy na przełęcz Karpnicką i dalejże w las szukać jeziorka. Szukaliśmy go wytrwale zawierzając mapie w rękach kursantów, choć wiadomo, że jeziorka w takich miejscach NIE ISTNIEJĄ. Trud się opłacił, bo jeziorko jednak BYŁO. I było niezwykłe. .

Kolejny etap programu: http://karkonosze.ournet.pl/Foto/moje/2006/kwiecien/bolczow_01.jpg - czyli ruiny Zamku Bolczów (opis: http://www.adamski.pl/gory/zamek-bolczow/ ). Gospodarza zamku już nie zastaliśmy. Nie żyje od XIV wieku. Rycerz Clericus Bolcze lub też legendarny kusznik Jano - który z nich piął się przed laty po schodach na jedną z baszt tego zamku http://przewodnik.onet.pl/1113,1594,1064740,artykulr.html? I czy zginął spadając (co jest mocno prawdopodobne) z tych wyślizganych schodów? Zadziwiające, jak wiele zamków (w tym Bolczów) zniszczyli Szwedzi w czasach potopu. A my Polacy nie wiedzieć czemu mamy żal tylko do Niemców. Gdybyśmy zażądali odszkodowań, to Szwedzi popłakaliby się z rozpaczy... Wychodząc z zamku natknęliśmy się na turniej rycerski w wykonaniu Bożenki i Carrola. Ofiar wśród ludności cywilnej nie było. Słońce chyliło się już ku zachodowi, więc pomknęliśmy w stronę Karpnik, mijając po drodze Głaziska Janowickie, Piec i Skalny Most. Nie przeszliśmy też obojętnie obok Marysi, której ciało utknięte w błocie zgodnie z prawem Archimedesa wyparło z dołu tyle błota ile samo waży, a nawet więcej z uwagi na impet z jakim się tam wbiła. I to było najlepsze z całego programu, więc wszyscy jej zazdrościliśmy. Po dotarciu do samochodów zrodził się świetny plan, żeby coś wreszcie zjeść. I tak przez żołądek trafiliśmy do serca Kowar, czyli na deptak http://karkonosze.info.pl/galeria/deptka_kowary.htm. Posileni wróciliśmy do schroniska w Bukowcu. Dzięki Vityi i jego bratu Pamelowi mieliśmy tego wieczora okazję pośpiewać sobie zdrowo ze śpiewnika Watry.

W niedzielę nikomu się nie chciało wstać, co okazało się być zgubne dla mocno napęczniałego planu zwiedzania. Pożegnaliśmy schronisko i ruszyliśmy kawalkadą do Karpacza- Bierutowic gdzie stoi Wang http://karkonosze.info.pl/galeria/wang_zima.htm - nieporównywalny z niczym w Polsce zabytek architektury Wikingów. Zapoznaliśmy się z jego niezwykłą historią http://www.sponsor.com.pl/wang/pl/str1.htm, a ja przypomniałem sobie podobny kościółek odkryty parę lat temu w Lom ;http://www.reuber-norwegen.de/Oppland/BilderTab_OpplandLomKirke.html u podnóża Galdhopiggen w Norwegii. I cmentarzyki podobnie urokliwe http://karkonosze.info.pl/galeria/wang_mgla.htm, w niczym nie przypominające dobrze nam znanych katakumb przeciwlotniczych.

Następnie zjechaliśmy do Jeleniej Góry - Sobieszowa i zaparkowaliśmy nasze transportowce nie dalej jak o rzut broną orawską (z wiatrem) od góry Chojnik (627m.) http://karkonosze.info.pl/galeria/chojnik_z_lotu.htm. Przygnała nas tutaj ciekawość miejsca, z którego wskoczyła do legendy piękna acz okrutna Kunegunda. Zaiste lot to musiał być małyszowski - ok.150 m. od wyjścia z progu! My również opuściliśmy to miejsce szybko, choć może nie aż tak desperacko.

Wraz z Chojnikiem żegnamy góry i nie bez trudu (i planu miasta) odnajdujemy początek przełomu rzeki Bóbr w Jeleniej Górze czyli Borowy Jar. http://karkonosze.ournet.pl/Foto/moje/1999-2003/bobr_02.jpg. Pokonują go pieszo wszyscy prócz kierowców, którzy muszą niestety dookoła. Spotykamy się przy schronisku Perła Zachodu http://karkonosze.info.pl/galeria/perla_zachodu.htm nad malowniczym jez. Modrym http://karkonosze.info.pl/galeria/dolina_bobru2.htm. Czesi z tej nazwy "Perła Zachodu" pewnie mieliby kupę śmiechu zważywszy na to, co w ich mowie znaczy "zachod".

Dalej wężykiem samochodów pomykamy w dół rzeki, nie zatrzymując się z braku czasu przy Wieży Rycerskiej w Siedlęcinie http://zamki.res.pl/siedlecin.htm i znienacka wpadamy na zabytkową zaporę wodną w Pilchowicach http://karkonosze.info.pl/galeria/zapora_pilichowicka.htm. Tutejsi "bylcy" przy byle okazji wspominają powódź w 1997, kiedy to woda przelewała się przez zaporę. I chyba właśnie dzięki tej zaporze ci tubylcy nie stali się wtedy tupielcami.

Przecwałowanie po koronie zapory na drugą stronę i z powrotem nie zajęło zbyt wiele czasu, ale i tak było już koszmarnie późno. Z tej racji miasteczko Wleń i widoki z górującego nad nim zamku http://karkonosze.ournet.pl/Foto/innych/ps01.jpg pozostawione zostały na kolejny wyjazd. Ale to nie koniec wyprawy, bo w drodze powrotnej czekało nas jeszcze coś wyjątkowego. Wszyscy ciekawi byliśmy widoku wulkanów, które - co tu kryć - drzemią tu i tam w polskiej ziemi http://www.cxt.pl/~maciejak/index.php3?dzial=wulkany. I pomyśleć, że wulkan dla gór Kaczawskich to jak krowi placek dla pastucha - zwykła rzecz! Co prawda Ostrzycę (501 m.) http://www.cxt.pl/~maciejak/index.php3?dzial=glowna zobaczyliśmy z odległości kilkuset metrów tylko z okien samochodów, ale i tak ten klasyczny kształt ściętego stożka wprawił mnie w osłupienie. Już wiem, że trzeba będzie tam wrócić w najbliższe "Erupcjonalia"! Oj, chyba się troszkę zagalopowałem. Drugi z wulkanów zwany Wilkołakiem http://sudety.info.pl/npl/wartozobaczyc/pzs-005.shtml leżał chyba za siedmioma górami, sądząc po drodze, jaką poprowadziła nas Kasia Majewska ze swoim team'em. I oszczekały nas dupami tamtejsze psy. Na Wilkołaka (378 m) wspięli się co odważniejsi, słusznie zakładając ostatnią taką okazję, bo górę tę w niedalekiej przyszłości zastąpić może olbrzymi dół złotoryjskiej kopalni bazaltu. Do Gliwic wróciliśmy paskudnie późno, ale za to szczęśliwie.

Do następnego razu!
Vacia.

AKT Watra to: dni pełne muzyki
AKT Watra to: Karpaty i bacowania
AKT Watra to: góry wysokie i ekstremalne przygody
AKT Watra to: spływy kajakowe i chwila relaksu
AKT Watra to: wspinaczka skałkowa
AKT Watra to: wyjazdy rowerowe w najodleglejsze zakątki świata
AKT Watra to: Chatka AKT na Pietraszonce i niezapomniane chwile z przyjaciółmi
AKT Watra to: raftingi i zastrzyk adrenaliny
AKT Watra to: eksploracja jaskiń

Galeria:

Administracja

Chatka na FB

Kontakt

Zachęcamy do kontaktu:

Akademicki Klub Turystyczny Watra
ul. Pszczyńska 85
44-100 Gliwice

e-mail: akt.watra@gmail.com

Chatka AKT na Pietraszonce
Istebna-Pietraszonka 244
43-474 Istebna

tel.: 881 649 945
e-mail: watra.chatka@gmail.com